Felietony, Recenzje

Książka „Zawód: Programista” okiem studenta.

zawód programista

Chyba w całym dorosłym życiu z takim utęsknieniem nie czekałem na żadną pozycję książkową(*). Zamówienie przedpremierowe, oczekiwanie na sfinalizowanie prac, wyglądanie kuriera… Ale czy było warto? Czy nie żałuję wydanych pieniędzy i poświęconego czasu? Czy „Zawód: Programista” wskazała  mi drogę, wniosła korzyść, rozwiała wątpliwości? Notatki w czasie lektury, chwila refleksji i oto pierwsza na moim blogu recenzja książki. Zapraszam do lektury 😉

Moja perspektywa

„Zawód: Programista”, książka autorstwa Maćka Aniserowicza, miała w zamyśle autora stać się poradnikiem dla developerów wszelkiej maści. Nieważne, czy tym developerem już jesteś czy jeszcze nie. Nieważna jest technologia, forma zatrudnienia i staż. Tu masz znaleźć odpowiedzi na większość pytań dotyczących tytułowego zawodu. Jak zapewnia pisarz, ta książka „to wszystko, czego potrzebuje świadomy developer”. Czy tak jest w rzeczywistości? Odpowiem krótko… nie wiem! Dlaczego nie? Otóż gdybym miał jednoznacznie stwierdzić, czy książka faktycznie jest dla każdego to musiałbym przejść przez wszystkie możliwe szczeble rozwoju programisty i wtedy wygłosić swoją opinię. Dlatego pamiętaj, że ta recenzja – moje oceny i spojrzenie na poruszane w książce kwestie – jest w pełni subiektywna i zależy od kontekstu. Tworzona jest z perspektywy studenta informatyki – człowieka na początku drogi do zostania programistą. Miej to proszę na uwadze 😊

Co mnie podkusiło do kupna?

Tak jak wspomniałem książkę zakupiłem w przedsprzedaży, co wymagało pewnego poziomu zaufania do autora i tworzonych przez niego treści. Nie zaufałbym przecież zupełnie anonimowej dla mnie postaci. Maciej Aniserowicz, ojciec tej książki, znany jest mi przede wszystkim z bloga devstyle.pl i nie tak dawno rozpoczętej działalności vlogowej na YouTubie. To właśnie w serii vlogów podzielił się z widzami planami dotyczącymi napisania poradnika dla developerów oraz pokrótce opisywał proces jej tworzenia. Już wtedy wiedziałem, że chcę ją mieć. Chcę dowiedzieć się wszystkiego co można wiedzieć na temat zawodu, jak zapewniał autor. Chcę wiedzieć czego się spodziewać i na czym skupić. Czy warto kontynuować trud wkładany w naukę na studiach.

Sam fakt, że autor na bieżąco tworzy wartościowy kontent oparty na latach doświadczenia w naszej branży, był decydującym czynnikiem, który popchnął mnie do kupna książki „Zawód: Programista”. Gdyby nie materiały filmowe, prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałbym się o książce, a nawet wiedząc o istnieniu takowej pewnie nie zdecydowałbym się na jej zakup. Oczekiwałem takiej samej jakości, do której się przyzwyczaiłem.

„Zawód: Programista” przeczytałem od deski do deski. Nie powiem, że jednym tchem. Bez przesady. W każdym razie szybko, uprzyjemniając sobie tym samym samotne chwile w komunikacji miejskiej. Nie ukrywam, że najwięcej mojej uwagi skradły pierwsze trzy rozdziały. Właśnie one w głównej mierze nawiązywały do powodu mojego sięgnięcia po tę pozycję.

„Zawód: programista”  – trzeźwe spojrzenie na branże

Pierwszy z nich dotyczy właściwie wszystkich plotek, mitów i problemów branży IT. W moim odczuciu pierwszy rozdział jest próbą skonfrontowania wyobrażeń o programistach z rzeczywistością. Poruszany jest więc temat motywacji do spróbowania sił w zawodzie, krótko o wadach i profitach, o podejściu do pracy, sytuacji na rynku pracy oraz (jakże inaczej 😉) o pieniążkach. Na samym starcie dostajemy więc garść solidnych informacji pomocnych przy podjęciu decyzji o rozpoczęciu (lub kontynuowaniu) starań w kierunku rozpoczęcia pracy w wymarzonym zawodzie. Autor przestrzega przed wcale nierzadkim problemem wypalenia zawodowego, uzależnienia od pieniędzy i innych czynników, które niejedną osobę mogłyby skutecznie zniechęcić. W pewnym sensie otwiera oczy na świat. Ściąga różowe okulary przez, które patrzy się na branżę.

zawód programista

 

O stawaniu się programistą słów kilka…

Kolejny rozdział skierowany jest do programistycznych wanna be – o ludziach, którzy właśnie mniej lub bardziej świadomie postanowili zostać programistami oraz do tych, którzy zdążyli już rozpocząć proces nauki. W luźnym i swobodnym style sformułowane są odpowiedzi na pytania najczęściej stawiane przez adeptów programowania, czyli wiadomo: jaki język, jaki framework, jaki projekt, itd.. Coś dla każdego lidl świeżaka 😉.

Przedstawione są też różne sposoby na wejście w branżę z uwzględnieniem ich plusów i minusów. Nie każdy potrafi sam zorganizować sobie naukę, nie każdy może sobie pozwolić na kurs ze szkoły programowania tak jak nie każdemu odpowiadać będzie czasochłonna i względnie nieefektywna nauka na studiach. W ty miejscu zatrzymamy się na moment.

Studia – czy to gra warta świeczki?

Właśnie studia, ten przetarty szlak wrastania w branżę, był tematem, o którym chciałem niejedno przeczytać. Wiadomo, że ile ludzi tyle opinii, ale chyba bym nie wybaczył autorowi, gdyby poruszył temat studiów w niewłaściwy sposób :D. Książka jest pisana dość zwięźle i na temat, bez niepotrzebnego lania wody. Mimo to edukacja na uczelni jest jednym z najobszerniej opisanych kwestii w książce. Co prawda moje odczucia w zdecydowanej większości pokrywały się ze zdaniem autora „Zawód: Programista”, ale i tak wyciągnąłem z tego fragmentu książki korzyść.

Czasami docierają do człowieka takie mocno pesymistyczne myśli nad sensem i zasadnością studiowania. Pojawia się lekka frustracja, zniecierpliwienie, zmęczenie, zrezygnowanie… Dobrze jest więc przeczytać kilka pseudo-motywacyjnych stron takiej książki. Gdy twoje argumenty za studiowaniem zaczynają blaknąć to tutaj znajdziesz kilka takich, których być może jeszcze nie znasz, a będą takim lekkim kopniakiem naprzód. Zawsze jakiś profit. Mi osobiście książka „Zawód: Programista” pomogła rozwiać wątpliwości o zasadność studiowania. Dzięki Maciek 😉.

Ciągły rozwój

Moim zadaniem nie jest streszczenie książki, więc trochę się ograniczę i powiem jedynie, że w dalszej części książki poruszany zostaje temat przygotowań do podjęcia pierwszej pracy i wszystkim co z tym związane, a więc mowa o nabywaniu doświadczenia poprzez staże, o dokumentowaniu swojego kodu czy (mega wartościowy fragment) o tworzeniu CV programisty. Wielokrotnie na kartach tej książki przeczytać można o doświadczeniu i pieniądzach. Nie ma się zresztą czemu dziwić. W końcu są to dwie bardzo istotne sprawy, o które niejeden nieobeznany w temacie pyta. Jeżeli sięgniecie po tą pozycję to z pewnością pomyślicie sobie „Ile można…”, gdy po raz piąty ujrzycie pewnie sformułowanie o roku doświadczenia powtarzanym dziesięciokrotnie :D.

Branża nowych technologii, całe IT ma to do siebie, że rozwija się w zatrważająco szybkim tempie. Nie bycie na bieżąco, stanie w miejscu może po kilku latach poskutkować tym, że obudzimy się z przysłowiową ręką w przysłowiowym nocniku. Z tego względu nie mogło zabraknąć dedykowanego rozdziału poświęconego właśnie rozwojowi pełnoprawnego developera, z którego prawdę mówiąc w dużej mierze skorzystać mogą również Ci na pozostałych etapach rozwoju kariery. Nie ma takich sztywnych ram postawionych pomiędzy rozdziałami. Junior, świeżak wyciągnie korzyść z każdego z rozdziałów. No może rozdział poświęcony Team Leader’om nieszczególnie mnie porwał. To jednak zbyt odległą przyszłość.

Etat vs samozatrudnienie

Rozdział o freelancing’u lekko rozbudził moją fantazję. Czuję w sobie takie lekkie zacięcie biznesowe. Gdyby to była inna książka, inna recenzja, inny blog to pewnie napisałbym, że z wypiekami na twarzy, ale bez przesady 😀 Po prostu takie czysto biznesowe podejście, pytanie o opłacalność oraz konfrontacja zalet i wad to temat najzwyczajniej interesujący. Szczególnie w kontekście naszej branży. W pewnych okolicznościach warto postawić na taką formę pracy, a kiedy indziej lepiej pozostać na etacie. Dlaczego tak? Przeczytaj, sprawdź, poznaj mocne i słabe strony każdego z tych podejść.

zawód programista

Objętość książki

Już o tym wspomniałem. Przebąknąłem właściwie. Autor używa raczej prostych i klarownych sformułowań. Zdaje on sobie sprawę, że żeby wodę lać -> trzeba wodę mieć, a to nie jest takie oczywiste. Większość z poruszanych tematów jest stosunkowo prosta w analizie i przedstawieniu, więc tak też są zaprezentowane czytającemu. Krótka piłka. Temat za każdym razem zostaje praktycznie wyczerpany. Nie ma, że tak powiem, sztucznego zwiększania objętości książki. Zatem „Zawód: Programista” to zbiór praktycznych, łatwych w przyswojeniu porad. Niecałe 300 stron faktów. Doceniam ten fakt, ponieważ tego typu książka to nie jest miejsce na skomplikowane wywody. Zdecydowanie na plus.

Dziura w całym

Z reguły nie jestem czepliwy, ale recenzja rządzi się swoimi prawami. Muszę być obiektywny. Nigdy nie jest tak, że coś jest w 100% świetne, legitne, perfetto itd.. Czytając „Zawód: Programista” miałem odczucie lekkiego déjà vu. Tak jakbym o tym wszystkim już słyszał. W istocie tak było, gdyż (oczywiście nieco mniej obszerne) odpowiedzi na blisko połowę z problemów poruszanych w książce znajdziemy w innych publikacjach autora. Ktoś mógłby powiedzieć, że one zostały w pewny sposób zebrane, zgromadzone w jedno miejsce, ale ten argument mnie nie przekonuje. Książka fakt, wiele wnosi ale gdybym mógł zdecydować to wolałbym przeczytać ją zanim zapoznałem się z innymi materiałami Maćka. Chociaż wtedy prawdopodobnie bym się o niej nie dowiedział 😉. Ja po prostu zazdroszczę tym, którzy mogli przeczytać książkę bez wrażenia, że znasz odpowiedź na właśnie poruszane pytania.

„Zawód: Programista” finalne rozstrzygnięcie recenzji

Tak jak już wspominałem: opinię swoją wygłaszam obiektywnie, ale duże znaczenie ma fakt na jakim etapie sam jestem -> stąd tytuł wpisu. Po skończonej lekturze wiem, że na pewno będę nadal tą książkę polecać wszystkim mniej lub bardziej zainteresowanym, a gdy do niej w niedługim czasie wrócę to z pewnością jeszcze raz odczuję ten leciutki zastrzyk motywacji i zasugeruję się nią planując kolejne swoje poczynania już w trakcie kariery. Daję 8.5/10.

 

(*) – pogodziłem się z tym, że George R.R. Martin nie skończy „Pieśni lodu i ognia” :D.

2 Comments on “Książka „Zawód: Programista” okiem studenta.

  1. „Bez przesady. W każdym bądź razie szybko, uprzyjemniając sobie tym samym samotne chwile w komunikacji miejskiej.” Popraw, powinno być „w każdym razie”, albo „bądź co bądź”, ponieważ „w każdym bądź razie” jest połączeniem tych dwóch zwrotów, które jest niepoprawne.

Dodaj komentarz